Zgłoś uwagi

Senator Jan Filip Libicki - Wystąpienie z dnia 17 stycznia 2020 roku.

Ustawa o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw

Brak odpowiedniej wtyczki Adobe Flash Player

Ściągnij
203 wyświetleń
0

Senator Jan Filip Libicki:

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

Ja postaram się pokrótce… Przyznam szczerze, od 15 lat jestem parlamentarzystą, właśnie rozpoczął się ten piętnasty rok, najpierw zasiadałem w Sejmie, a potem w Senacie, i chcę powiedzieć, czego mnie nauczyło te 15 lat.

Czy w Polsce jest potrzebna reforma i zmiana w wymiarze sprawiedliwości? Oczywiście, tak. Przez te 15 lat, gdy ktoś przychodził do mnie z jakąś sprawą sądową, 90% tych żali, które były wtedy wylewane, to były żale na przewlekłość postępowania. W związku z tym reforma, która miałaby na celu przyspieszenie postępowań, jest po prostu reformą konieczną.

Ja podam 2 przykłady, które mnie bezpośrednio dotyczyły. Jeden przykład to jest przykład mojego ojca, który w roku 2002 startował w wyborach na prezydenta miasta Poznania. Doszło do jakiejś sprawy sądowej między dwoma dziennikarzami i mój ojciec był wzywany jako świadek w roku 2017, żeby zeznawać, co jeden pan drugiemu w kampanii wyborczej powiedział. Mój ojciec już słabo to pamiętał. Jeden z tych panów umarł, a sprawa dalej się toczyła. To jest pierwszy dowód na przewlekłość postępowań. Drugi dowód na przewlekłość postępowań to jest moja sprawa, drobna sprawa, było to kilka lat temu w sądzie, kiedy to między jedną czynnością sądu a drugą – a nie trzeba było czekać na jakieś wybitne, skomplikowane ekspertyzy – w małym sądzie upłynął dokładnie rok.

Ja powiem tak: tutaj padają zarzuty, zwłaszcza ze strony Prawa i Sprawiedliwości, co do tego, czym my się będziemy kierować, podejmując decyzję i głosując nad tą ustawą. Jedni mówią: państwo będziecie się kierować opiniami zewnętrznymi, a to Komisji Weneckiej, a to rezolucją Parlamentu Europejskiego. To są wszystko bardzo ważne opinie, ale ja będę się kierował przede wszystkim czym innym, podejmując decyzję w tym głosowaniu, będę się kierował opiniami moich kolegów sędziów, którzy zgłaszają się do mnie po latach – koledzy ze studiów, choć ja nie studiowałem prawa – i opowiadają mi, jak wygląda ich praktyka i jaki mają stosunek do tego prawa, o którym my tutaj dzisiaj dyskutujemy. I taki sędzia mówi mi tak: ja jestem członkiem „Iustitii” i kiedy pan minister Piebiak, też członek „Iustitii”, został wiceministrem, pojawił się na zgromadzeniu członków „Iustitii” i przedstawił projekt zmian w wymiarze sprawiedliwości; myśmy ten projekt zmian – mówi ten mój kolega sędzia – przyjęli entuzjastycznie. To był projekt zmian, który miał służyć temu, aby, że tak powiem, dowartościować tych sędziów na dole, tych sędziów w pierwszej linii, i przede wszystkim ograniczyć wszelkie biurokratyczno-administracyjne przeszkody, które w wymiarze sprawiedliwości mamy. I ten kolega mówi: przyjęliśmy to entuzjastycznie, ale minęło trochę czasu, projekt gdzieś zniknął, a pan minister Piebiak przedstawił kolejny projekt, tym razem projekt dotyczący wyłącznie personaliów, zamiany jednych sędziów na drugich sędziów, bez żadnych zmian, które miałyby służyć przyspieszeniu postępowań.

Przykład drugi. On mówi: często pod naszym adresem rzuca się oskarżenia, że we Francji jest mniej sędziów i mimo to system wymiaru sprawiedliwości działa lepiej, a więc to wszystko dlatego, że sędziowie w Polsce są leniwi. On mówi: oczywiście, ale nie dodaje się drugiej części tego zdania, czyli tego, że we Francji jest 2 lub 3 razy więcej referendarzy sądowych. On, ten sędzia, mówi do mnie: jeżeli ktoś nie chce przyjąć mandatu od policjanta, to sprawa idzie do sądu i ja muszę wykonać pewną część procedur, taką samą jak przy poważnym przestępstwie, tymczasem we Francji problem dotyczący tego, czy ktoś chce przyjąć mandat, czy nie, czy ktoś zakłócał spokój na klatce schodowej, czy nie, rozwiązuje referendarz sądowy. To zróbcie taką oto reformę, żeby tych referendarzy sądowych było więcej – mówi mój kolega sędzia. Nic takiego się nie dzieje. To tyle, jeśli chodzi o kwestie merytoryczne.

A teraz kwestia, powiedziałbym, bardziej polityczna. Ja, podobnie jak pan marszałek Kamiński, byłem swego czasu członkiem PiS i jak czytam tę ustawę, to mam wrażenie, że ja już to gdzieś czytałem. Ten dokument, który ja czytałem, to jest statut Prawa i Sprawiedliwości. (Oklaski) Jak czytamy to, co państwo nazywacie ustawą o naprawie wymiaru sprawiedliwości, to odnosimy wrażenie, że to jest lektura statutu Prawa i Sprawiedliwości. Dlaczego tak jest? Jest tak dlatego, że ta ustawa ma całą masę niejasnych sformułowań, niejasnych sformułowań o zaangażowaniu politycznym. Nie jest opisane, co tak naprawdę tym zaangażowaniem politycznym sędziego jest, a co nie. Są też różne inne bardzo nieostre określenia – a to jest właśnie język charakterystyczny dla statutu Prawa i Sprawiedliwości. Ten język w statucie Prawa i Sprawiedliwości ma swój jasno określony cel. Chodzi o to, aby przy pomocy tych wszystkich niejasnych określeń w statucie doprowadzić na końcu do tego, żeby tak naprawdę ostateczny głos w sprawie tego, co się w Prawie i Sprawiedliwości dzieje, miał pan prezes Jarosław Kaczyński. Dokładnie taką samą metodę państwo stosujecie w reformie wymiaru sprawiedliwości. Chodzi o to, aby tak naprawdę w całej tej sprawie, cokolwiek by się w wymiarze sprawiedliwości działo, na końcu decydujący głos miał pan prezes Jarosław Kaczyński. Żeby było jasne: ta metoda jest przenoszona także na inne obszary życia społecznego i politycznego, nie tylko na wymiar sprawiedliwości.

I wreszcie dwie ostatnie kwestie na koniec. Pierwsza kwestia jest taka. Mnie dziwiło, dlaczego po tych wyborach – jak państwo mówicie, wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość – nagle pojawia się taka ustawa. Otóż moja interpretacja jest taka: Prawo i Sprawiedliwość uważa, że ostatnie wybory przegrało, Prawo i Sprawiedliwość uważa, że słabnie, w związku z czym pan prezes Kaczyński uznaje, że trzeba ostatnim wysiłkiem, rzutem na taśmę, tracąc siły, wprowadzić jednak w Polsce ten jego wymarzony model za wszelką cenę. I dlatego to robi, dlatego dokonuje tego ostatniego – mam nadzieję, że nieudanego – wysiłku, żeby wymiar sprawiedliwości przekształcić na swoją modłę. Stąd się to bierze.

I kwestia ostatnia. Jak słyszę o tym, że trzeba wyeliminować tych wszystkich sędziów, którzy byli mianowani przez Radę Państwa PRL, to odpowiadam: tak. Jak państwo zrobicie porządek z panią Przyłębską, która była mianowana sędzią w 1987 r., jak państwo zrobicie porządek z panem komisarzem do spraw rolnictwa Januszem Wojciechowskim, który był mianowany sędzią w latach siedemdziesiątych, jak państwo zrobicie porządek z panem sędzią Kryżem, który zamykał pana prezydenta Komorowskiego, a był swego czasu wiceministrem sprawiedliwości u Zbigniewa Ziobry, to my wtedy będziemy gotowi przyznać wam rację, że trzeba te komunistyczne złogi z wymiaru sprawiedliwości i z sądownictwa usunąć. Bardzo dziękuję. (Oklaski)

Czytaj więcej

Umieść film na stronie
Oceń senatora
Ocena
4.5
Pozycja w rankingu:
15
Liczba głosów: 18
Pliki cookies w naszym serwisie
Informacji zarejestrowanych w plikach "cookies" używamy m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Możesz zmienić ustawienia dotyczące "cookies" w swojej przeglądarce internetowej. Jeżeli pozostawisz te ustawienia bez zmian pliki cookies zostaną zapisane w pamięci urządzenia. Zmiana ustawień plików "cookies" może ograniczyć funkcjonalność serwisu.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.